niedziela, 10 grudnia 2017

Czy dymisja premier Szydło ma podwójne dno?

Efekt chyba został osiągnięty. Pani Premier,  została bez pardonu wyrzucona z Rządu. Wielu ludzi się bulwersuje, wielu potrząsa głowami, wielu lamentuje...wielu się odgraża, że już więcej na PiS nie zagłosuje. Pani Premier nie jest z mojej bajki, dla mnie za miękka, ale znów zbyt bardzo naciskała aby Polska wspierała komunistyczny Eurokołchoz. Zresztą nie podoba mi się, że pani Premier jest absolwentką organizowanych przez Departament Stanu USA szkoleń „The International Visitor Leadership”. Biorą w takich udział wyłącznie osoby, które według Amerykanów mają szansę w przyszłości zostać liderami w dziedzinach polityki, mediów czy biznesu. Dodam, że w ten sposób szkoleni byli także Bronisław Komorowski, były prezydent Aleksander Kwaśniewski a także Donald Tusk, Hanna Suchocka, Kazimierz Marcinkiewicz i Mieczysław Rakowski...więc nie podoba mi się, że "liderów politycznych", którzy mają służyć Polakom szkoli się za granicą...


Ta cała "rekonstrukcja rządu" miała za zadanie według mnie wdrożyć bardzo ciekawy scenariusz na najbliższe dwa lata. Jak kiedyś zauważył bodajże poseł Wrzodak, że Prezes z Żoliborza to mistrz politycznej intrygi, więc podejrzewam, że "wyrzucenie" premier Szydło ma swoje podwójne dno. 

Jakie? Ano to bardzo proste...ponieważ prezydent PAD, strażnik żyrandola zerwał się z łańcucha, że tak napiszę kolokwialnie, należałoby wdrożyć plan B, czyli odzyskać tenże żyrandol do pilnowania, który tak de facto od słynnego weta PAD-a jest poza zasięgiem Prezesa z Żoliborza.

Więc co należy zrobić? Ano wystrugać męczennika, albo bardziej męczennicę, która niczym Joanna D'arc odzyska Pałac z żyrandolem, Plan chytry, bo wymaga stąpania po gorącym gruncie nadużycia cierpliwości wyborców. Wiem, że pani Premier była taka swojska, pachła domowym rosołem z grulami, albo krajanką makaronową własnego wyrobu...więc sympatie w Narodzie zdobyła. Teraz ta sympatia jest spotęgowana męczeństwem. Za panią Premier wielu stanie murem, pamiętając to publiczne upokorzenie. Polacy uwielbiają politycznych męczenników, więc oddadzą bez mrugnięcia swój głos na panią Szydło w najbliższych wyborach prezydenckich...pozbawiając tym niesfornego Adriana funkcji strażnika żyrandola. 

Ale to nie jedyna pieczeń Prezesa upieczona na tym ogniu...Prezes pokaże publicznie, że nie kąsa się ręki, która żywi i nigdy już nie powtórzy błędu z przyjmowaniem "synów marnotrawnych" bez wymierzenia sprawiedliwej kary, czyli paręnaście kijów na gołe dupsko za niesforność i niesubordynację...vide pan Ziobro, ten od tych "solidarnych rebeliantów"...a to czekałoby PAD-a...

Czy tak się stanie? Czas pokaże...niemniej martwi mnie coś innego. Z perspektywy czasu zauważyłem, że nie można powierzyć pełni władzy jednej partii, a jeśli chytry plan Prezesa wypali tak się w końcu stanie. Ja nie mam zaufania do żadnych polityków, skumulowani w większości sejmowej w jednej opcji potrafią nawet sprowadzić obce wojska do kraju.  Dla Polski najlepszym paradoksalnie rozwiązaniem jest jak największa ilość partii kanapowych w Sejmie. Ponieważ tak jak z wieżą Babel, w swojej zaciętości jest szansa, że pomieszają im się języki i Polska nie będzie przechodzić z łapsk ruskich, do niemieckich, a potem do jankeskich ...i odwrotnie.

Poza tym wiecie...te główne partie miały swoje genessis w sławnej Magdalence, więc cudów się tutaj już nie spodziewam...

Plan jest chytry jak wspomniałem i może wypalić...o ile Prezes z Żoliborza nie rozpisze nowych wyborów...wtedy odczujemy efekt déjà vu...a to już może być plan C, czyli powrót "złego policjanta"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

komentarze